BAJKA O ZŁOTNIKACH - CZĘŚĆ 1

W dawnych czasach właściwie cokolwiek było używane jako pieniądze. Po prostu musiało być to przenośne i wystarczająca ilość ludzi musiała mieć wiarę w to, że będzie to można później wymienić na przedmioty prawdziwej wartości, takiej jak żywność, ubrania, schronienie. Jako pieniędzy używano muszli, nasion kakaa, ładnych kamieni, a nawet piór. Złoto i srebro były atrakcyjne, gładkie i łatwe w obróbce, więc niektóre kultury stały się ekspertami w dziedzinie tych metali.

Złotnicy ułatwili handel poprzez bicie monet, wystandaryzowanych jednostek metalów, których waga i czystość były certyfikowane. By zabezpieczyć swoje złoto złotnik potrzebował skarbca. Wkrótce do drzwi złotnika zaczęli pukać inni mieszkańcy miasta by wynająć miejsce w skarbcu i zabezpieczyć w nim własne monety i inne cenne przedmioty. W niedługim czasie złotnik najmował każdą półkę swego skarbca, co dawało mu skromny dochód. Mijały lata i złotnik zaobserwował pewną prawidłowość. Depozytorzy bardzo rzadko przychodzili, aby odebrać swoje złoto i nigdy nie zdarzyło się by przyszli wszyscy na raz. Działo się tak dlatego, że kwity, które wypisywał złotnik jako rachunek ze zdeponowanie złoto, były na rynku wymieniane jako prawdziwe złoto. Te papierowe pieniądze były znacznie wygodniejsze od ciężkich monet, a przy tym można było na nich wypisać dowolną kwotę, zamiast mozolnie liczyć monety przy każdej transakcji.

W międzyczasie złotnik rozwinął nowy interes.

Pożyczał własne złoto obciążając pożyczkobiorcę odsetkami. Dzięki wygodzie pieniądze-kwity zostały powszechnie zaakceptowane i pożyczkobiorcy zaczęli prosić o wypłacenie pożyczki w tej formie zamiast prawdziwych metali. Wraz z rozwojem przemysłu coraz więcej ludzi zaczęło prosić złotnika o udzielenie pożyczki. To nasunęło mu nawet lepszy pomysł. Wiedział już, że niewielu depozytariuszy kiedykolwiek wypłaca swoje złoto. Więc złotnik wykombinował, że ujdzie mu na sucho jeżeli zacznie pożyczać kwity zabezpieczone złotem nie tylko swoim, ale i swoich depozytariuszy. Jak długo pożyczki były spłacane, depozytariusze pozostawali nieświadomi i bezstratni. A złotnik, teraz bardzie bankier niż rzemieślnik, inkasował znacznie wyższy dochód niż kiedy pożyczał tylko własne złoto.

Latami złotnik w sekrecie cieszył się dobrym dochodem z procentów zarobionych na cudzych depozytach. Teraz szanowany pożyczkodawca stawał się coraz bogatszy od pozostałych mieszkańców miasteczka i nie krył się z tym. Rosły podejrzenia, że wydawał pieniądze depozytariuszy, więc zebrali się i zagrozili wycofaniem złota, jeśli złotnik nie wyjaśni skąd się wzięło jego bogactwo. W przeciwieństwie do tego można by się spodziewać – ta sytuacja nie okazała się dla złotnika katastrofą. Pomimo obłudy tkwiącej w jego schemacie – ten pomysł działał. Depozytorzy nie stracili niczego. Ich pieniądze nadal tkwiły bezpiecznie w skarbcu złotnika. Zamiast zabierać swoje złoto, depozytorzy zażądali od złotnika (teraz ich bankiera), by ten wypłacał im część z naliczanych odsetek.

Bajka o złotnikach - część 2 >>