BAJKA O ZŁOTNIKACH - CZĘŚĆ 2

Takie były początki bankowości. Bankier wypłacał niskie odsetki od zdeponowanych przez innych pieniędzy, a następnie pożyczał je żądając wyższych odsetek. Różnica pokrywała koszty prowadzenia banku oraz stanowiła jego dochód. Logika owego systemu była prosta. Wyglądało to na rozsądne rozwiązanie by zaspokoić popyt na kredyt. Jednakże to NIE jest sposób w jaki dziś działają banki. Nasz złotnik/bankier nie był usatysfakcjonowany dochodem pozostającym po tym jak podzielił się zyskami z depozytariuszami. A popyt na kredyt rósł szybko, wraz z ekspansją Europejczyków na cały świat. Niestety jego pożyczki ograniczone były przez ilość złota zdeponowanego w skarbcu. Wtedy wpadł na jeszcze śmielszy pomysł. Ponieważ nikt po za nim nie wiedział co właściwie jest w jego skarbcu, mógł pożyczać kwity na złoto, którego nigdy tam nie było. Dopóki właściciele kwitów nie przyszliby do skarbca w tej samej chwili, by razem domagać się prawdziwego złota, jak ktokolwiek mógł się domyślić? Ten schemat działał bardzo dobrze i bankier stał się bajecznie bogaty, dzięki odsetkom płaconym za złoto, które nie istniało.

Pomysł, że bankier mógł tworzyć pieniądze znikąd był zbyt oburzający, by w niego uwierzyć, więc myśl ta przez dłuższy czas nawet nie przyszła ludziom do głowy. A jednak, co łatwo sobie wyobrazić, władza by od tak tworzyć pieniądze wpadła bankierom do głowy. Z czasem skala pożyczek jakie tworzył bankier, oraz jego ostentacyjne bogactwo wzbudziły kolejny raz podejrzenia. Niektórzy pożyczkobiorcy zaczęli domagać się prawdziwego złota, zamiast papierowego odpowiednika. Rozeszły się plotki. Nagle kilku zamożnych depozytariuszy pojawiło się by odebrać swoje złoto. Zabawa się skończyła. Morze posiadaczy dowodów własności spłynęło ulicami do zamkniętych drzwi banku. Niestety bankier nie posiadał wystarczającej ilości złota i srebra, by spłacić wszystkie papiery, które wydał w ich ręce. Nazywa się to „najazdem na bank” i jest to coś czego każdy bankier zawsze się obawia. Fenomen „najazdu na bank” zrujnował banki indywidualne i – co nie powinno dziwić – zniszczył zaufanie opinii publicznej do wszystkich bankierów.

Powinien to być jasny powód by zabronić praktyki tworzenia pieniędzy z niczego. Jednak duże ilości kredytu oferowane przez bankierów, stały się podstawą sukcesu komercyjnej ekspansji Europy. Tak więc, zamiast tego praktyka ta została zalegalizowana i uregulowana. Bankierzy zgodzili się przestrzegać limitów ilości fikcyjnych pieniędzy jakie pożyczali. Limit nadal był liczbą znacznie wyższą od wartości złota i srebra zgromadzonego w skarbcu. Zazwyczaj stosunek wynosił 9 fikcyjnych dolarów do 1 rzeczywistego dolara w złocie. Regulacje te były wymuszane poprzez niezapowiedziane inspekcje. Ustalono również, że w przypadku najazdu na banki, bank centralny mógł wspierać banki szybkim zastrzykiem złota. Bańka kredytowa mogła pęknąć, a system zawalić, tylko w przypadku najazdu na wiele banków jednocześnie.

Obecny system monetarny - część 1 >>